O czym piszę

Podobno, co dwie głowy, to nie jedna, dlatego nadszedł czas mobilizacji do działania, czego efektem jest właśnie ten blog. Jego autorem jestem ja, czyli Kamil, ale pomaga mi także najlepsza na świecie kobieta, czyli moja siostra Aga.

W zasadzie każde z nas ma własne życie. Mieszkamy w innych miastach, pracujemy w innych miejscach, ale na szczęście często się spotykamy. Siostra odwiedza mnie w każdej wolnej chwili, bo przy okazji może jechać do rodziców, którzy mieszkają całkiem niedaleko mnie. Z resztą częste odwiedziny są związane nie tylko z przypływem chwilowej tęsknoty i miłości, ale również z kulinarną pasją. Tak, moja kuchnia ma w sobie coś magicznego, ponieważ przyciąga Agę jak magnes.

Chociaż pomiędzy nami jest spora różnica wieku, to od zawsze uchodziliśmy za zgrane rodzeństwo. Oczywiście, zdarzały się kłótnie, ale później wszystko wracało do normy, a bratersko-siostrzana miłość sprawiła, że gdyby  była taka konieczność, najprawdopodobniej skoczyłbym za moją siostrą w ogień (chociaż mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy nastąpi).

Dlatego, że w życiu prywatnym rozumiemy się bez słów, postanowiliśmy sprawdzić, czy równie dobrze pójdzie nam w kuchni. Nie oczekiwaliśmy w zasadzie niczego szczególnego. Nie jesteśmy profesjonalnymi kucharzami, ale okazało się, że poszło nam całkiem nieźle, a premiera wspólnego dania zakończyła się pomyślnie. Na drugi dzień wszyscy zaproszeni goście czuli się dobrze i z tego co nam wiadomo — nikt nie zgłosił żadnych zastrzeżeń. Zapytano nas nawet kiedy będzie powtórka kulinarnego popisu. Powtórka oczywiście była i ponownie nie zawiedliśmy nikogo z obecnych.

Moja pasja do gotowania, a także umiejętności i wiedza Agi pozwoliły na stworzenie własnych, autorskich przepisów. Nie lubimy szablonowych dań i połączeń. Szukamy nowych wyrazistych smaków. Czasem nieco ryzykownych, ale zazwyczaj udanych.

Wszystko zaczyna się od tego, że wybieramy istniejący już przepis, na którym bazujemy, ale znacząco modyfikujemy go według swoich smaków kulinarnych. Niczego nie ustalamy z góry. Każdy kupuje produkty, które chciałby dodać do przepisu. Kiedy wracamy ze sklepu zaskoczenie jest ogromne. Każde z nas ma bowiem inny pomysł, bo jesteśmy zupełnie inni. Aga lubi słodkie przyprawy, a ja ostre. Każde chce dodać coś od siebie i chociaż wydaje się, że to kompletnie nie będzie do siebie pasowało, okazuje się strzałem w dziesiątkę.  Niebanalne rozwiązania pozytywnie zaskakują nie tylko nas, ale również innych.

Eksperymenty kulinarne to jest właśnie to, co kochamy, bo nigdy nie wiadomo, jaki będzie efekt końcowy. W naszej kuchni nie ma miejsca na nudę, monotonię i rutynę. Potrawy czasem powstają tak spontanicznie, że sami nie do końca wiemy co się w nich znajduje. Każdy wyciąga z lodówki to, co uważa za słuszne, każdy dodaje coś od siebie i w ten sposób rodzą się najlepsze pomysły.

 Jeśli już uda nam się wyczarować coś wyjątkowego — dzielimy się swoimi pomysłami na blogu, o ile w swojej pamięci jesteśmy w stanie bezbłędnie odtworzyć wszystkie składniki. Dodajemy tu przepis oraz własnoręcznie wykonane zdjęcie gotowej potrawy, a ciekawscy mogą nawet zobaczyć krótkie nagrania z planu filmowego, który jest zapowiedzią przygotowywanego jedzenia.

Co prawda sceneria nie jest szczególna, bo cała akcja odbywa się w mojej niewielkiej i mało profesjonalnej kuchni, a i również umiejętności aktorskie kucharzy pozostawiają wiele do życzenia. Na szczęście w zamian, w ramach rekompensaty zawsze pojawia się ciekawy bohater w roli głównej. Były już płonące udka, spalony łosoś, rozgotowane warzywa i źle upieczony indyk. Tak, jesteśmy normalni — nam także nie wszystko wychodzi za pierwszym razem.

Nieudane próby nie są dla nas jednak powodem do wstydu. Oczywiście, nie ma się również czym chwalić, ale o tym także piszemy, niczego nie ukrywamy, a każdą porażkę przyjmujemy na wesoło. Rozumiemy, że do pełnego profesjonalizmu jeszcze wiele nam brakuje, ale bardzo się staramy i próbujemy nadrobić wszystkie zaległości.

Jesteśmy otwarci na zmiany, dlatego czasem modyfikujemy gotowe dania zgodnie z sugestiami odbiorców bloga, dlatego zachęcamy do czytania i komentowania.

Chcielibyśmy, żeby blog był otwartą książką kucharską, do której każdy może dodać własny przepis. Każdy może coś skomentować i zaproponować. Podobno w tłumie siła, zatem im będzie nas więcej, tym lepsze i bardziej innowacyjne pomysły uda się stworzyć. Warunek jest jeden — wszystko musi być pyszne i zdrowe.

Osobiście traktujemy gotowanie i prowadzenie blogu raczej jako hobby, dlatego liczymy się z tym, że przepisy jakie proponujemy mogą się spotkać z krytyką,  ale nie obawiamy się tego. Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że ciągle się uczymy.